Plejady (M45) to chyba najczęściej rozpoznawany obiekt na północnym niebie. Młoda gromada kilkuset gorących gwiazd otulonych niebieską mgławicą potrafi ukraść wiele czasu w trakcie obserwacji. Gołym okiem nie widać mgławicy, jedynie kilka najjaśniejszych gwiazd. Przez lornetkę zaczyna być naprawdę ciekawie, a kierując na siostrzyczki dedykowaną matrycę CCD, mamy gwarantowany opad szczęki. Fotka na luzie, 10 klatek o 5 minut z małego refraktorka, Astrotraca i Canona. Warto też zaglądnąć do małej ciekawostki w innym dziale związanej z obiektami na tej fotografii - link

M13 to bardzo stary obiekt. To specyficzny i egzotyczny twór. Tak naprawdę gromady kuliste ciągle są owiane tajemnicą. Wiemy, że składają się w większości wypadków z bardzo starych gwiazd. Wiemy, że otaczają większość galaktyk w tak zwanym galaktycznym halo. Ale nie jesteśmy pewni, skąd się wzięły i jak formowały. Zaskakujące jest, jak niewiele w sumie udało nam się ich zaobserwować. M13 to jedna z gromad naszej galaktyki. Jest ich u nas raptem niecałe 200 sztuk. Wiek tych tworów wzbudza szacunek, 7-8 a nawet ponad 12 miliardów lat. To oznacza, że pamiętają one narodziny pierwszych galaktyk. Największym problemem do wyobrażenia, jest upakowanie gwiazd w tych gromadach. Często, zawierają one setki tysięcy gwiazd, mając zaledwie niewiele ponad 100 lat świetlnych średnicy. To oznacza, że w odległości jednego parseka, czyli dystansu pomiędzy Słońcem , a najbliższą nam gwiazdą, w gromadzie kulistej tłoczy się kilkaset, a czasem i kilka tysięcy gwiazd. Kolizje i interakcje są na porządku dziennym. Nie ma najmniejszych szans, aby wokół tych pulsujących, sędziwych, stłoczonych światów, jakakolwiek planeta utrzymała się na stabilnej orbicie.

Bardzo mi się ta galaktyka podoba. Chyba trafi do szuflady z nalepką "ulubione". Naukowcy z projektu GHOST też ją lubią, zaglądają jej pod halo. Za pomocą teleskopu Hubble'a badają populacje jej gwiazd z zewnętrznych rejonów. http://www-int.stsci.edu/~djrs/ghosts/ngc4244.html Fotka ustrzelona po dłuższej przerwie - 30 klatek po 5 min. w powoli narastającej mgle.

NGC 891 to odległa galaktyka spiralna (położona ok. 30 milionów lat świetlnych od naszej Drogi Mlecznej) zwrócona do nas krawędzią. Bardzo wdzięczny obiekt do obserwacji amatorskich przez średnie i większe teleskopy. Jednak aby dostrzec pas pyłowy widoczny na fotografii trzeba czegoś więcej niż przeciętne warunki. Wspomniany pas pyłowy jest celem nie tylko dla amatorów obserwujących nocne niebo. Budzi także głębokie zainteresowanie naukowców badających ewolucję galaktyk. Przeszukując sieć można natrafić na wiele opracowań traktujących o pomiarach właściwości tego charakterystycznego "naszyjnika" galaktyki NGC891. Naukowcy skupiają się głównie na badaniach składu izotopowego tlenków węgla obecnych w dysku pyłowym jak i analizach samego dysku, który trochę nie pasuje do modeli numerycznych obecnie uznawanych za najbardziej odpowiadające rzeczywistości. Mówiąc po ludzku. NGC891 jest za gruba i trochę za gorąca. Co więcej, obserwacje w promieniach rentgenowskich pokazują w widmie galaktyki echa podobne do śladów jakie można odnaleźć w widmie kwazarów. Ta tajemnica jeszcze nie jest rozwiązana. Sama fotka nie jest najwyższych lotów. To zaledwie 5 klatek po 300 sekund w luminacji, złapanych podczas testów trackingu.

Galaktykę spiralną NGC5907, zwaną też "drzazga" otaczają pozostałości zniszczonej galaktyki karłowatej. Ogromne pętle gwiazd i materii międzygwiezdnej otaczają ustawioną do nas kantem NGC5907 rozciągając się nawet na 150K lat świetlnych od niej. Mi nie udało się tych struktur uchwycić. Na najlepszych fotografiach wygląda to tak: https://cosmotography.com/images/small_ring_ngc5907.html Niesamowite... Ten niezwykły twór to upiorny szlak po którym krążą gwiazdy martwej galaktyki wokół swej nemezis - NGC 5907. Tylko czy ja na pewno nie zdołałem zarejestrować choć cienia tych struktur? Niby coś na krzywej majaczy tam gdzie powinno, - http://www.astroamator.com/index.php/astrofotografia/niecodzienne/170-szukajac-trupa-w-szafie-drzazgi-ngc5907 - ale to naciągane. Nawet gdy podszedłem do tej galaktyki jeszcze raz, tym razem dociskając ją z pół godzinnymi czasami ekspozycji, nie zarejestrowałem tych pętli. A szkoda, bo są hipnotyczne.

Sh2-90 to niewielka mgławica emisyjna, której pochodzenie nie jest do końca potwierdzone. Uważa się, że jest powiązana z kompleksem Vul OB1 - regionem intensywnego formowania gwiazd w gwiazdozbiorze Liska. To bardzo aktywny rejon położony blisko 2.3 tysiąca parseków od naszego Układu Słonecznego. Ostatnie badania wykonane za pomocą teleskopu Spitzera sugerują, że w przeszłości tego rejonu musiało dojść do jakiś gigantycznych zderzeń, aktywnych rejonów które zainicjowało nie tylko kolejną falę narodzin masywnych gwiazd ale również doprowadziło do oderwania się SH2-90 od obłoku macierzystego. Ledwo widoczny na fotce "ogon" który SH2-90 ciągnie za sobą jak kometa, jest tu kluczowym elementem wskazującym na przejścia tej mgławicy. Więcej informacji można odkopać w adsabs: http://adsabs.harvard.edu/

NGC 3628 znana jest pod nazwą Sarah's Galaxy, albo nieco bardziej nieformalnie jako Galaktyka Hamburger. To jedna z popularnej trójki obserwowanej jako obowiązkowy punkt każdej Zimowej nocy - Leo triplet (M66, M65 i własnie NGC 3628). Najpiękniejszym elementem tego gwiezdnego miasta jest doskonale widoczny w amatorskich teleskopach pas pyłowy. To galaktyka typu S0b. Pył widoczny na zdjęciu znajduje się w zewnętrznych rejonach jej ramion. Ponieważ całość postawiona jest do nas kantem, pięknie przecina całą galaktykę. Jest jednak w tej galaktyce coś jeszcze. Niezwykły twór nie łatwy do zarejestrowania amatorskim sprzętem. Galaktyka ta ma... ogon.Ciągnie się na blisko 80 tysięcy lat świetlnych za galaktyką rodząc nowe gwiazdy. Ogon to skutek wzajemnych oddziaływań grawitacyjnych całej wymienionej wyżej trójki galaktyk. Doskonale widać go na fotografii poniżej: http://www.galaxyimages.com/NGC3628Tail.html Fotografia wykonana po dłuższej przerwie. Złożona została z 25u 300sek. klatek luminacji.

Tym razem testowa fotka z nowego zestawu mobilnego. Canon, Astrotrac i ciemne niebo. To tylko kilka klatek, ale nawet mi się podoba mimo niedociągnięć technicznych. Sama galaktyka to M33 (Galaktyka Trójkąta). Ma blisko 60000 lat świetlnych średnicy. To ostatnia duża siostra z naszej lokalnej gromady galaktyk. Obok Mgławicy Andromedy (M31) jest największą, "bliską" (około 3 milionów lat świetlnych) towarzyszką naszej Galaktyki Drogi Mlecznej. W galaktyce M33 podobnie jak w M63 i M101 zaobserwowano obłoki molekularne. Jednak jeden z nich jest tak potężny, że doczekał się odrębnej pozycji katalogowej . To NGC 604. Na fotografii znajdziecie go przy samej krawędzi galaktyki. Mniej więcej na godzinie 10:30. To ten niewielki, bardzo jasny kłaczek. Ma blisko 1500 lat świetlnych średnicy. Jest bardzo podobny do Wielkiej Mgławicy w Orionie (M42) Jednak czterdziestokrotnie potężniejszy od widocznej części M42. Gdyby znajdował się w takiej odległości od nas co obecnie M42, mgławica ta byłaby jaśniejsza niż Wenus. Trzeba też wspomnieć o pewnym fakcie, który znany jest raczej od niedawna. Opisując M31, wspominałem, że obserwacje przesunięć wskazują, iż galaktyka ta zbliża się do nas z prędkością około 100 kilometrów na sekundę. M33 też nie stoi w miejscu. Porusza się dwukrotnie szybciej (190 +/-60 km na sek.) , tyle, że w kierunku M31... Ruchliwie tu.

M108 to galaktyka odległa o około 40-50 milionów lat świetlnych. Zawiera ekstremalnie dużo pyłów i chłodniejszych gazów w ramionach, które pięknie prezentują się na fotografiach tej gwiezdnej metropolii. Galaktyka ta jest też trochę problematyczna dla naukowców. Jest bardzo kłopotliwe określenie gdzie ta galaktyka ma ... jądro. Nic śmiesznego. To dosyć podstawowy parametr i brak pewności w tej materii nieco konfunduje naukowców. Badania w paśmie rentgenowskim powinny niby rozwiązać wszelkie wątpliwości. Tam gdzie jest najsilniejsze źródło promieniowania X, jest centralna czarna dziura galaktyki, tyle, że w M108 jest kilka silnych źródeł promieniowania rentgenowskiego. Fotka którą widzicie to zaledwie 20 klatek po 300 sekund w luminacji. W wersji od zaawansowanych astro-fotografów potrafi wywołać głęboki opad szczęki.

M81 to piękna, klasyczna galaktyka spiralna. Jest całkiem niedaleko naszej Galaktyki Drogi Mlecznej. Zaledwie 12 mln. lat świetlnych. Galaktyka ta ma silną emisję w podczerwieni. Pochodzi ona ze sporych ilości pyłu międzygwiezdnego ulokowanego w jej ramionach. Pył ten jest dosyć intensywnie podgrzewany przez młode, masywne gwiazdy rodzące się w sporych ilościach w obfitych w rejony formowania gwiazd ramionach galaktyki.

Mgławica emisyjna IC 1396 jest znana z tworu zwanego "trąba słonia" . Rejon który widzicie na fotce , to rzadziej odwiedzane, pyłowe globule, noszące w katalogach nazwę B161. Te ciemne rejony to kokony w których powoli wykluwają się młode gwiazdy. Całe to jasne tło fotografii to światło, wyemitowane przez zjonizowany wodór otulający młodą gromadę gwiazd. Formacja ta rozciąga się na kilkaset lat świetlnych. Ten świecący wodór napiera na chłodniejsze zagęszczenia gazów i pyłów, rozpoczynając proces zapaści grawitacyjnej. Po jakimś czasie te ciemne ciapki mają na tyle masy, że zawiązują się w nich młode gwiazdy. Każda z tych ciemnych form które widzicie, rozciąga się na kilka lat świetlnych i ukrywa jeden bądź kilka gwiezdnych noworodków. Tak, patrzycie na kosmiczną porodówkę. :)

NGC 4656 to duża galaktyka spiralna tyle, że... nieco poobijana przez niewidocznego na zdjęciu bardzo masywnego sąsiada - NGC 4631. Ramiona widocznej na zdjęciu galaktyki odchylają się ku niewidocznemu towarzyszowi jak opiłki ku magnesowi. W profesjonalnych materiałach astronomowie doszukali się cienkiego pomostu z molekularnego wodoru łączącego oba obiekty. Można w sumie powiedzieć, że NGC 4656 (zwana też Galaktyką Kij hokejowy) to taki balonik na sznurku mocno ściskanym przez pyzatego urwisa :) (za złośliwca robi tu NGC 4631) Dodatkowa, niesamowita niespodzianka złapana przy fotografowaniu tej galaktyki jest do odkopania w specjalnej szufladce niecodzienne. Polecam!

SH2-188 to mgławica planetarna podobnie jak M27. Początkowo jednak była brana za pozostałość po wybuchu supernowej. Nie jest do końca jasne jak daleko od naszego układu planetarnego znajduje się SH2-188. Różne źródła podają dystans około 850 lat świetlnych. Jednak weryfikując informacje, natknąłem się także na odległości bliskie tysiąca lat świetlnych. Mgławica ta ma pewną specyficzną cechę. Prędkość własna SH2-188 została zmierzona i wiemy, że przemierza kosmos ok. 125km na sekundę. To sporo. Ta znacząca prędkość wywołuje dosyć intensywną interakcję pomiędzy materią mgławicy, a materią międzygwiezdną. To co widzicie na fotografii to właśnie rejony gdzie SH2-188 najsilniej rozgrzewa się, przetaczając się przez materię międzygwiezdną. Na fotografiach wykonanych matrycami o większej czułości, lub większymi teleskopami, widać również znacznie słabsze struktury zamykające się w okrąg. (Może raczej bardziej by tu pasowało określenie wir).

NGC 6946 to galaktyka spiralna, czasem nazywana też Fireworks Galaxy. Niezbyt odległa. Dystans w okolicach ponad 10 milionów lat świetlnych czyni z niej jedną z sąsiadek naszej Drogi Mlecznej. Sporo tam supernowych, w ogóle sporo tam gwiazd. Szacunki mówią o dwukrotnie większej ilości słońc niż w naszej galaktyce. Ciekawe jest to, że optycznie widać znacznie mniej niż naprawdę tam jest. Jakby podglądnąć ją w falach radiowych, okaże się, że to obiekt znacznie rozleglejszy niż to, co rejestruje się w paśmie widzialnym. W tej galaktyce raczej nie jest nudno. naukowcy lubią podglądać ją, aby zgłębić wiedzę o procesach formujących nowe gwiazdy. Przy użyciu odpowiednich filtrów można tam zaobserwować wiele obszarów intensywnie rodzących masywne, błękitne olbrzymy. Również na supernowe nie można narzekać. Odkopałem informacje o dziewięciu zarejestrowanych supernowych w tej galaktyce, w okresie ostatnich kilkudziesięciu lat.

SH2-104 to obiekt praktycznie nieznany i bardzo rzadki w amatorskiej astrofotografii. Nie znalazłem ani jednej fotki zrobionej tej mgławicy z terenu Polski, choć łapie się czasem przy wielkich polach gdy ktoś ostrzela Łabędzia. Kalafior to moja prywatna nazwa, formalnie nosi tylko oznaczenie SH2-104. Zupełnie inaczej ma się sprawa gdy pogrzebać w opracowaniach naukowych. Okazuje się, że wśród profesjonalistów to niezwykle popularny obiekt. Jest w sieci bardzo wiele opracowań poświęconych tej mgławicy. O tak, gdzie nie zaglądniesz do dostępnych materiałów o procesach kumulacji i kondensacji materii międzygwiezdnej wdepniesz, lub przynajmniej otrzesz się o SH2-104 ;)

M101 (Galaktyka Wiatraczek) to ogromna galaktyka spiralna. Jest naprawdę duża. Prawie dwukrotnie większa od naszej Galaktyki Drogi Mlecznej. Ma blisko 170 tysięcy lat świetlnych średnicy. Możliwe jest, że to jedna z największych galaktyk w całej Supergromadzie Panny. My, wraz z naszą galaktyką, również do tej supergromady należymy. Podobnie jak w przypadku galaktyki M51, ma bardzo rozbudowane ramiona. Szacunkowo, mają one masę bliską 100 miliardów mas Słońca, podczas gdy centralne zgrubienie, szacowane jest jedynie na 3 miliardy mas Słońca. W galaktyce tej jest coś niezwykłego. Podobnie jak w M63, w jej ramionach odkryto blisko 3000 masywnych obłoków molekularnego wodoru. Ten fakt, niezwykła dysproporcja pomiędzy ramionami i jądrem oraz wyraźna asymetria ramion , którą bez problemu odnajdziecie na zdjęciu świadczą o tym, że M101 przeżyła kolizje z inną galaktyką. Ta ogromna galaktyka również posiada gromadkę karłowatych podopiecznych. NGC 5204, NGC 5474, NGC 5477 i NGC 5585. Odkryto tu tak zwany Holmberg effect (silną korelację galaktyk powiązanych grawitacyjnie - radial velocities). To również wyraźne ślady ogromnej kolizji, jaka wydarzyła się w tym regionie.

Tulipan (SH2-101) to mgławica emisyjna. Zaskakujące jest jak niewiele o niej wiemy. Nawet odległość tego obiektu od Układu Słonecznego jest problematyczna. Różne źródła podają dystans w okolicach 2,5 tysiąca parseków, ale różnice dochodzą do blisko 200 parseków w obie strony. Rejon ten jest wypełniony podgrzanym wodorem. Zobaczcie że całe tło fotografii praktycznie świeci. Jest tam jeszcze coś. Ta okolica skrywa bardzo tajemniczy i egzotyczny obiekt. Bardzo silne źródło promieniowania rentgenowskiego, niezwykle aktywne i zmienne. Mowa o Cygnus X-1. Odkryte ponad 40 lat temu, ostatecznie zostało sklasyfikowane jako układ podwójny. To gorący nadolbrzym, HDE 226868 który wpadł w szpony czarnej dziury. Czarna dziura krąży bardzo blisko nadolbrzyma (obiega go co 5,6 dnia) podkradając mu materię. To właśnie strumień tej materii, jest źródłem silnego promieniowania radiowego i rentgenowskiego, gdy tuż przed przekroczeniem horyzontu zdarzeń czarnej dziury, rozpędza się i rozgrzewa do ogromnych wartości. Gwiazda HDE 226868 znajduje się tuż ponad górną granicą tej fotografii. Nie było by po niej widać żadnej niezwykłości w paśmie widma, w której zrobiona został ta fotografia. Ot zwykła gwiazdka, była by na fotce jedną z jaśniejszych. Nic specjalnego... tam wszystko rozgrywa się na znacznie większych energiach promieniowania.

M63 (Galaktyka Słonecznik) to spiralna galaktyka należąca do niewielkiej, lokalnej gromady galaktyk której głównym członkiem jest pobliska M51. Galaktyka spiralna, ale trochę zmiksowana. Jednocześnie jest sklasyfikowana jako galaktyka typu Sb i Sc. To tak zwana "Flocculent spiral galaxy". Specyfiką Słonecznika są ogromne chmury molekularnego wodoru odkryte w jej ramionach. Twory te osiągają rozmiary 100 parseków i mają masy w okolicach miliona mas Słońca. Oznacza to, że M63 jest gotowa rodzić nowe pokolenie gwiazd. Można powiedzieć, że na fotografii widzicie galaktykę w ciąży :)

Mgławica IC5070 to jeden z elementów dużego obszaru emisyjnego w Łabędziu. Na tej fotografii widać jedynie niewielki fragment całej struktury. Rodzą się tam nowe pokolenia gwiazd, a całe formacje gazowe dynamicznie przekształcają, podgrzewane coraz bardziej przez coraz liczniejsze, nowonarodzone słońca. Jasne krawędzie które widać w centrum fotografii to przemieszczające się fronty jonizacji. Obserwując tę mgławicę w skali milionów lat, dostrzegli byśmy bardzo poważne zmiany w jej kształcie. Ciemne, włókniste struktury przecinające całą mgławicę to strefy ciągle zimnego gazu, czekające na impuls, który wyzwoli procesy formujące kolejne pokolenia.

Ta grupka zwana jest często "edge-on triplet". Śmieszna sprawa jest z tymi galaktykami. Niby wszystkie należą do Virgo Cluster, ale ta największa , centralna w kadrze (NGC4216), oddala się od nas wolniej niż pozostałe. Tu w grę wchodzą wzajemne oddziaływania pomiędzy galaktykami wewnątrz grupy. Podobno astronomowie mają zagwozdkę z tą galaktyką. Sporo w niej skłębionego śmiecia bardzo utrudniającego klasyfikację jej typu. Na razie przyjmuje się, że jest to klasyczna galaktyka spiralna bez poprzeczki. Z ciekawostek, galaktyka ta jest otoczona przez "tidal streamers". To wyrzuty materii i grup gwiezdnych, których przyczyn nie jesteśmy do końca pewni. Najprawdopodobniej coś wydarzyło się w historii tego kosmicznego miasta, choć nie wykluczone, że jest to efekt wspomnianych już oddziaływań pomiędzy galaktykami w grupie. Fotografia została zrobiona w nieciekawych warunkach. Cirrus, Łysy i przecinające kadr i ogłupiające guider niewielkie baranki chmur niskich. To wszystko wpłynęło oczywiście na poziom efektu końcowego. Mała dodatkowa informacja, oznaczenia katalogowe trzech największych galaktyk w kadrze to NGC4216, 4222 i 4206.

Gdyby nie supernowa w 4088, to pewnie nawet nie pochylił bym się nad nimi przeglądając mapę w poszukiwaniu ciekawych obiektów do złapania. A tak, troche przypadkiem trafiły pod matrycę i są. Fajna parka. A teraz niezły news. NGC4088 chyba odpadło jedno ramię. - http://en.wikipedia.org/wiki/Atlas_of_Peculiar_Galaxies choć jak grzebać w naukowych opracowaniach, to zawodowcy bardzo niechętnie operują tak tabloidowymi określeniami. Na fotografii obok NGC4088 widać jeszcze NGC4085.

M51 (Galaktyka Wir) to specyficzna galaktyka spiralna. Jest całkiem spora. Ma masę bliską 160 miliardom mas naszego Słońca. Ma też karłowatego towarzysza, NGC 5195, to ten podrostek uczepiony jednego z ramion M51. Ten niewielki podopieczny jest przyczyną wyjątkowości galaktyki M51. Niezwykły jest tu bowiem unikalny stosunek rozmiarów masywnych ramion do niewielkiego jądra. Specjaliści sądzą, że karłowaty towarzysz Galaktyki Wir dosyć poważnie namieszał w zasobach pyłów i gazu swojego większego towarzysza. Swoją grawitacją wyssał niejako ogromną ilość gazu i pyłów z centralnych rejonów M51 na jej zewnętrzne rubieże. Ta niespodziewana migracja wywołała masowe narodziny gwiazd w ramionach spiralnych. Rozbudowała je znacząco, jednocześnie odchudzając centralne rejony M51.

Cocon nebula - IC5146 to inkubator młodej gromady otwartej gwiazd. Ta piękna mgławica ma około 15 lat świetlnych szerokości. Na fotografii widać niewielki obłok wodoru poprzecinany pasmami pyłu. Ta chmura rozgrzanego gazu urodziła całą gromadę młodych gwiazd. Z czasem podopieczni mgławicy rozpierzchną się po całej okolicy, a pozostałości mgławicy połączą z innymi kłębkami materii tworząc kolejne gniazda z gwiezdnymi pisklakami. Na razie jednak nowonarodzona dzieciarnia, zbita w ciasną kupkę, intensywnie formuje swoje układy planetarne. Mgławicę tą można znaleźć w gwiazdozbiorze Łabędzia. Jest oddalona od układu słonecznego o około 4000 lat świetlnych.

W Cefeuszu jest sporych rozmiarów ciemna mgławica. Słabo ją widać, bo cały obłok molekularny jest położony tak, że nie za bardzo ma go co oświetlić, a sam, mimo, że skrywa całkiem sporo zalążków nowych gwiazd, jeszcze nie jest na etapie masowego ich rozpalania, a więc i rozjarzenia się od środka. Oseski już się żarzą i świecą, ale ciągle za słabo by przebić się na zewnątrz porodówki. Na razie łapiemy je tylko w podczerwieni. Rąbka tajemnicy możemy uchylić jedynie w pobliżu gwiazdy SAO 19158, gdzie drobinki pyłu odbijają niebieskie światło. Niestety, ta fotografia to tylko cztery , pięciominutowe, zaszumione klatki. Pogoda okazała się mieć inne plany niż ja i w efekcie widać więcej szumu niż struktur mgławicy.

Fotografia może nie najlepsza ale lubię ją. Niewielka galaktyka w centrum kadru to M74. Nie jest zbyt jasna, ale sporo się tam dzieje. Spitzer podgląda rozchodzący się pył po supernowej SN2003gd - link. Chandra podgląda niezwykłą czarną dziurę - link , a ja się zastanawiam, czy sobie nie zrobić na niej powtórki z rozrywki :)

M94 to galaktyka po przejściach. Widzicie taki jakby jasny pierścień wokół galaktyki? To nie jest artefakt po obróbce zdjęcia. To rejon w którym formują się miliony gwiazd. Czasami M94 jest nazywana wybuchającą galaktyką. Przyczyną są fotografie w ultrafiolecie, które ukazują ogromne ilości młodych (ok 10 milionów lat), gorących gwiazd, formujących się w zewnętrznych rejonach galaktyki. Mamy więc tu coś w rodzaju cebuli, gdzie w niektórych warstwach intensywnie i burzliwie rodzą się młodziki, podczas gdy w innych przeważają starsze gwiazdy. Nie jest do końca pewne, co wywołało to niezwykłe zjawisko. Najbardziej prawdopodobna przyczyna, to kolizja M94 za jakąś inną, mniejszą galaktyką w niedalekiej przeszłości.

SH2-170 to lekko przyćmiona mgławica emisyjna. Promieniuje głównie w paśmie wodoru. Często pojawia się na fotografiach jako niewielki kłębek kosmicznej waty towarzyszący sąsiedniemu, rozległemu kompleksowi NGC 7822. Raczej rzadko fotografowana samodzielnie. Niewiele wiemy o tej mgławicy ani o powiązanej z nią gromadzie otwartej - Stock 18. Niewielkie struktury łatwe do uchwycenia w filtrze Ha (ciemniejsze plamki po prawej i delikatne esyfloresy w centrum), świadczą o intensywnych procesach formujących nowe gwiazdy w głębi mgławicy. Szczątkowe informacje o badaniach naukowych dostępne w sieci dla amatorów skupiają się na kilku olbrzymach zrodzonych prawdopodobnie z SH2-170. Najbardziej interesującym obiektem dla naukowców jest tu olbrzym DM +63 2093, klasy 09 lub O8 V i masie zbliżonej do 31 mas słońca. Fotografia zrobiona w słabych warunkach i przy świecącym Księżycu, co pogorszyło kontrast i zmusiło do nieco mocniejszego odszumiania materiału niż zwykle.

Pierwsza "eMka" jaką udało mi się złapać przez teleskop. Że ja to jeszcze pamiętam... Ta fotografia, to w sumie wynik nieudanego testu łapania Bąbla (NGC7635) Canonem. Wszędzie gdzie tylko matryca aparatu zarejestrowała trochę światła, wylazły też radosne "błękitne dodatki" generowane przez mój pierwszy, achromatyczny refraktor (na końcowej fotce bardzo silnie "wytłumione" przez algorytmy softu użytego do obróbki materiału). Co ciekawe, na tej fotografii zarejestrował się szczątkowy "cień" Mgławicy Bąbel. Trzeba dokładnie szukać, w górnej, prawej ćwiartce przy jednej z jaśniejszych gwiazd ;)

Niewielkie pojaśnienie pod Kasjopeą. Srebrna, zwiewna chmurka... niewiele mniej masywna niż nasza galaktyka. To na niej Erwin Hubble badając cefeidy zrozumiał jak ogromne odległości wchodzą w grę we wszechświecie. Galaktyka Andromedy jest najdalszym obiektem widocznym gołym okiem (2,5 miliona lat świetlnych). Co ciekawe, dla naszych dzieci dystans do najdalszego widocznego gołym okiem obiektu będzie już nieco mniejszy, jest to jeden z nielicznych obiektów w okolicznym wszechświecie, które zbliżają się do nas (w skali międzygalaktycznej może nie pędzi, ale 100 km na sekundę to sporo). Jesteśmy na kursie kolizyjnym... Za około 3 miliardy lat (Słońce ciągle będzie jeszcze świecić, choć może już być nieco niestabilne z wodorowego głodu) utworzymy po zderzeniu wielką galaktykę eliptyczną, jednak chyba nie do końca typową. M31 ma podwójną czarną dziurę w jądrze. To prawdopodobnie pozostałość po wchłonięciu jednej z karłowatych galaktyk satelickich. Po zderzeniu z naszą galaktyką powstanie raczej egzotyczny obiekt, o jądrze wypełnionym oberkiem trzech czarnych, super-masywnych dziur.

Powtarzałem sobie wiele razy, nigdy nie trać czasu na astrofotografię w słabe warunki. Efekty mizerne, a nerwów przy obróbce nad zmarnowanym czasem sporo. Tym razem na fotce galaktyka NGC4725. Piękny (o ile nie spartaczysz fotografii tak jak tutaj) i bardzo ciekawy obiekt. Nieszablonowość tej galaktyki polega na tym, że ma tylko jedno ramię. Obserwacje w podczerwieni ujawniają masywny dysk gazowo-pyłowy w wewnętrznych rejonach ramienia galaktyki. W sieci nie łatwo znaleźć przystępne opracowania, w ogólnodostępnych zasobach, wyjaśniające co dokładnie dzieje się w tym gwiezdnym mieście. Większość materiałów sugeruje, że mamy tu przypadek galaktyki, która właśnie ewoluuje ze zwykłej galaktyki spiralnej do formy z poprzeczką. Proces kształtowania się fali stojącej najwyraźniej zaburzył pierwotny układ ramion i "chwilowo" galaktyka wiruje z jedną masywną formą. Naukowcy oczekują, że w niedalekiej przyszłości (w skali galaktycznej to będzie jakieś kilkaset milionów lat ;) ) potężne, pojedyncze ramię NGC 4725 podzieli się na dwa lub trzy mniejsze.

NGC7538, zwana też WBG79 to tykająca bomba zegarowa. Matecznik protogwiazd. Bardzo masywnych protogwiazd. Jej gwiezdne dzieci będą żyły krótko, lecz niezwykle intensywnie. Będą z nich gwiazdy typu O... Biorąc pod uwagę standardowy cykl życia tego typu gwiazd (super-masywny niebieski olbrzym > supernowa > czarna dziura), ich obecną odległość (ok. 7000 lat świetlnych) i fakt, że nieźle popierniczają (ok 10 km/sek* ), to oznacza, że te które lecą mniej więcej w naszym kierunku, pokonują dystans jednego  roku świetlnego w 30000 lat... Czyli dzielącą nas odległość pokonają w trochę ponad 20 milionów lat ... To niedobrze... bardzo niedobrze, bo te najbardziej super-masywne żyją niewiele dłużej... Będzie bardzo bliskie i bardzo duże bum :/

Obiekt bardzo intrygujący gdy poszperać po opracowaniach naukowych, a jednocześnie mało popularny wśród amatorskich astrofotografów. Teraz już wiem czemu. Jasne gwiazdy dookoła galaktyki nie wybaczają kompromisów w korekcji optycznej i jakości ustawionej ostrości, a jednocześnie sama galaktyka nie powala spektakularnymi detalami. Niestety, wszystkie "niezwykłości" pojawiają się dopiero w X-ray. Naukowy badający galaktyki ożywiają się gdy pojawia się w temat NGC 3079. Czemu? Bo ta galaktyka jest jak nagazowana oranżada. Co kilka milionów lat wypuszcza bąbelka o rozmiarach nawet do 3500 lat świetlnych, który rośnie w osi jej obrotu. Po około 10 milionach lat niewiele już z niego zostaje, ale do tego czasu kolejny "bąbelek" jest już w drodze. Doskonale widać to na fotografiach złożonych z zarejestrowanych przez Chandre (kolor niebieski) promieni rentgenowskich i obrazu optycznego z teleskopu Hubble'a (czerwony i zielony). Wiek obecnego bąbelka, widocznego na fotce z linku poniżej, szacuje się na ok. milion lat: 

http://chandra.harvard.edu/photo/2003/ngc3079/ngc3079_comp.jpg 

Bąbelki formują się z mieszaniny ciepłych (ok. 10K *C) i gorących (ok 10M *C) gazów wyrzuconych w przestrzeń przez wyjątkowo silny "super-wiatr gwiezdny". Materia pod naciskiem formuje długie, rozgrzane włókna, układające się w podkowy. Co więcej, sam gaz zmaltretowany i podgotowany do tak wysokich temperatur, zaczyna emitować w powstałych formacjach promieniowanie rentgenowskie. Super-wiatr w NGC3079 pochodzi z centrum galaktyki i nie jest do końca pewne czy źródłem całego sztormu jest centralna czarna dziura galaktyki, czy proces który wyzwala regularnie całe stada supernowych. Super-wiatr galaktyczny obserwowany w NGC3079 uważa się, za jeden z kluczowych elementów ewolucji galaktyk. To on rozprasza ciężkie pierwiastki wyprodukowane przez gwiazdy wcześniejszych generacji z centralnych rejonów galaktyki aż po najdalsze zakamarki ramion. To niezbędne, by nowe gwiazdy mogły formować planety typu ziemskiego.

Para galaktyk widoczna na fotce to Arp 120 - Eyes Galaxies. NGC 4438 to galaktyka po przejściach, Nie bardzo wiadomo co do końca zaszło. "Połamany" wygląd galaktyki to tylko widoczna strona monstrualnej kolizji z przeszłości, jest coś jeszcze. Coś ciągle podgrzewa jądro NGC4438. Jest w całej historii jeszcze jeden gracz. Astronomowie pracujący w Kitt Peak National Observatory ujrzeli monumentalne wąsy zjonizowanego wodoru długie na 400.000 lat świetlnych, ciągnące się aż do... kolejnej galaktyki, eliptycznej M86. Wcześniejsze analizy wskazywały na małą galaktykę soczewkową NGC 4435 (to ta druga najjaśniejsza na zdjęciu) jako głównego podejrzanego kosmicznej kolizji. Jednak "krwawe ślady" zjonizowanego wodoru ciągnące się za połamaną galaktyką aż do M86 spowodowały zwrot akcji. Tym razem eliptyczna M86 trafiła pod lupy astronomów... i dalej coś się tu nie zgadzało. Jak w większości galaktyk eliptycznych, obłoki gazu w M86 są bardzo gorące i emitują promieniowanie rentgenowskie. Tylko, że niepodejrzewana wcześniej eliptyczna matrona promieniuje trochę nierówno. Kolejne badania wskazały, że większość zakłóceń w M86 pasuje do scenariusza w którym NGC 4438 nie dość, że dostało po głowie od eliptycznego grubasa, to kolizja musiała być wyjątkowo gwałtowna (o ile można powiedzieć o jakimkolwiek zderzeniu, że zaszło mniej lub bardziej spokojnie). W grę musiały wejść naprawdę duże prędkości, nawet jak na skalę galaktyczną. Do tej pory w pozostawionych przez NGC4438 wąsach jest zbyt gorąco by mogły powstawać z nich gwiazdy. W linku poniżej, widać jak na dłoni ślady zbrodni popełnionej na NGC4438. http://www.noao.edu/outreach/press/pr08/images/M86-1000.jpg

To jedno ze starszych zdjęć. Udało mi się złapać tu ślad meteorka obok galaktyki. NGC891 to galaktyka spiralna, tyle, że ustawiona do nas idealnie krawędzią. Prawdopodobnie, nasza Galaktyka Drogi Mlecznej oglądana z takiej samej perspektywy, będzie wyglądać bardzo podobnie. Możliwe jednak, że będzie pewna różnica. Na fotografii widać piękny, delikatny pas pyłowy wzdłuż równika galaktyki. W przypadku Galaktyki Drogi Mlecznej, tego typu struktury mogą być znacznie bardziej rozbudowane i lepiej widoczne. Niedaleko galaktyki widać ślad meteorka który przemknął przez kadr w trakcie fotografowania. Teoria spiskowa mówi, że to nie galaktyka i meteorek tylko Kaccoński krążownik i manewrujące myśliwce klasy shadow. Ale wiadomo, wywiad Sakrasów wszędzie widzi wrogie jednostki łamiące postanowienia Konwencji Procjońskiej ;)

Okolice gwiazdy Sadr w Łabędziu to bardzo popularne okolice wśród astroamatorów, szczególnie w wakacyjnym czasie. Przeważnie jednak w znacznie większych kadrach. Sam Sadr, jak poszukać po sieci, spore sieje zamieszanie w podczepianych mu opisach. To umierający nadolbrzym klasy F8 przy którym nie ma pewności czy ciągle jeszcze ma jakiś wodór w jądrze, czy już tylko hel spala. W sumie to tykająca bomba zegarowa i wcześniej czy później skończy fajerwerkiem supernowej. Już teraz wykazuje pewną niestabilność i w naukowych opracowaniach daje się odnaleźć informacje złożonego, 74-ro dniowego okresu delikatniej pulsacji. Jednak czytając opisy pod sporymi ilościami fotek można natrafić na poważne rozbieżności nawet tak podstawowych parametrów jak odległość gwiazdy od Słońca, wahająca się od 500 do 1500 lat świetlnych. Niezależnie od tego w której części zakresu odległości podawanego przez opisy w sieci, Sadr świeci za słabo. Przyczyną jest przesłaniający go pas pyłów i śmiecia Wielkiego Ryftu. Wielki Ryft (zwany też Dark Rift) to seria nakładających się chmur pyłu i gazowych obłoków położonych około 300 lat świetlnych od Układu Słonecznego (więc ile by się ludziska nie mylili i tak pomiędzy nami a Sadrem ;) ) zaczynająca się właśnie w tych okolicach, między Denebem a Sadrem. Niestety położenie Wielkiego Ryftu zrobiło też nam sporą krzywdę, przesłaniając ogromne obszary drogi mlecznej i jądra naszej galaktyki. A ma co przesłaniać, bo masę kompleksu naukowcy szacują na milion mas Słońca. To co widać na fotce to dwa niewielkie fragmenty (część A i B) mgławicy emisyjnej IC1318 przeciętej ciemnymi pyłami grubej na 20 lat świetlnych mgławicy LDN889. Cały rejon też nie jest zbyt łatwy do opisania, biorąc pod uwagę jak sprzeczne informacje można odkopać w sieci. Choćby odległość, podawana z równie wielkim marginesem błędu co przy samym Sadrze od 2,5K do 5K lat świetlnych.

Jedna ze starszych fotek. Z czasów gdy Atik dostawał sporo nieskorygowanego światła z krótkiego achromatu C102. M33 (Galaktyka Trójkąt) ma blisko 60000 lat świetlnych średnicy. To ostatnia duża siostra z naszej lokalnej gromady galaktyk. Obok Mgławicy Andromedy (M31) jest największą, "bliską" (około 3 milionów lat świetlnych) towarzyszką naszej Galaktyki Drogi Mlecznej. W galaktyce M33 podobnie jak w M63 i M101 zaobserwowano obłoki molekularne. Jednak jeden z nich jest tak potężny, że doczekał się odrębnej pozycji katalogowej . To NGC 604. Na fotografii znajdziecie go przy samej krawędzi galaktyki. Mniej więcej na godzinie 10:30. To ten niewielki, bardzo jasny kłaczek. Ma blisko 1500 lat świetlnych średnicy. Jest bardzo podobny do Wielkiej Mgławicy w Orionie (M42) Jednak czterdziestokrotnie potężniejszy od widocznej części M42. Gdyby znajdował się w takiej odległości od nas co obecnie M42, mgławica ta byłaby jaśniejsza niż Wenus. Trzeba też wspomnieć o pewnym fakcie, który znany jest raczej od niedawna. Opisując M31, wspominałem, że obserwacje przesunięć wskazują, iż galaktyka ta zbliża się do nas z prędkością około 100 kilometrów na sekundę. M33 też nie stoi w miejscu. Porusza się dwukrotnie szybciej (190 +/-60 km na sek.) , tyle, że w kierunku M31... Ruchliwie tu.

Jeżeli dobrze się wczujecie w obraz tej mgławicy, zobaczycie śpiącą, lub może pogrążoną w głębokiej medytacji twarz kapłana jakiejś egzotycznej religii. Nie jest to jednak spokojne miejsce. Mgławica SH2-235 to bardzo burzliwy rejon. Naukowcy badający nowonarodzone gwiazdy w tej okolicy mają wiele problemów z interpretacją historii tego miejsca. Istnieje hipoteza, że w głębi tej mgławicy zachodzą bardzo dynamiczne procesy. Głęboko w obłoku molekularnego wodoru formują się powoli nowe pokolenia gwiazd, jednak nie jest to spokojny proces. Narodzone wcześniej gromady gwiezdnego narybku mgławicy wprawiają w ruch spore obszary tego matecznika dodatkowo drażniąc gaz i przyspieszając tworzenie nowych zalążków młodych światów. Naukowcy dostrzegli jednak coś jeszcze. Przez całą mgławicę przetacza się fala uderzeniowa wprowadzając kolejne zmienne w całym procesie i jeszcze bardziej aktywując rozwój gwiezdnych noworodków. Na fotografiach astromiłośników nie jest to częsty gość. SH2-235 przeważnie stanowi jedynie dodatek do wymagającej w fotografii, znacznie większej mgławicy SH2-232. Niestety, nie łatwo odkopać w sieci fotografie tego obiektu ukazujące skomplikowane struktury mgławicy. Na fotografii którą widzicie sporo widać, pomimo słabej ostrości zgromadzonego materiału. Poważniejsze opracowanie naukowe można odnaleźć pod tym adresem: http://arxiv.org/abs/0805.1586

Ta niezwykła ciemna formacja w mgławicy emisyjnej IC 1396 zwana jest "trąbą słonia" ze względu na swój kształt. To bardzo ciekawy obiekt. Skrywa w swym wnętrzu młodziutkie protogwiazdy. Zbyt chłodne aby je dostrzec przez otaczający je pył i śmieci mgławicy. W pobliżu tej globuli-żłobka jest kilka masywnych, starszych gwiazd, pracowicie wydmuchujących potężnym wiatrem gwiazdowym pyły zgromadzone wokół noworodków. Już za kilka milionów lat, światło nowych gwiazd przebije się przez tę barierę, oznajmiając światu narodziny. Astronomowie doliczyli się w tym rozciągniętym słupie pyłów i gazów kilkunastu protogwiazd, ciągle zbyt młodych i chłodnych , by zapłonąć ogniem nuklearnych przemian. Widać je w podczerwieni. Malutkie zbitki rozgrzewającego się gazu. Jednak materia która je otacza wciąż zasila te młode światy. W każdej chwili (a może właśnie w tym momencie) przekraczają tę magiczną granicę która wyznacza początek , narodziny.

Stary materiał, jeszcze z krótkiego achromatu. Niestety, z ED120 nie dam rady tego z sensem wykadrować, a z 40D i TS 65 za wiele nie zarejestruje. Zanosi się na to, że to jak na razie najlepsze co mogę. Tak naprawdę to co tu widzimy to jedynie fragment większego kompleksu IC 1805 a nawet fragment czegoś jeszcze mniejszego, o nazwie IC 1795 / NGC 896. Cały kompleks, Mgławica Serce, to sporej wielkości chmura wodoru i pyłów pełnych ruchu i życia. Obszar ten jest obiektem bardzo dużej ilości naukowych opracowań i dociekań popełnianych przez zawodowców od zakresów radiowych widma po podczerwień. Znaleziono tam sporo egzotycznych składników, które dobrze wróżą potencjalnej różnorodności układów planetarnych, właśnie teraz nawijanych przez rodzące się tam gwiazdy.

Tym razem staruszka M13 została bohaterką jednego z testów Astrotraca. Całkiem moim zdaniem udanego. 40D do spółki z TS APO 65 i Astrotracem okazały się bezproblemowym łapaczem całkiem szerokiego pola z akceptowalnym skutkiem.

Pod zawiłą nazwą SH2-171 - Cepheus OB4 Complex, kryje się młoda gromada otwarta (niewielka asocjacja gwiazd położona na fotografii lekko po lewej), zatopiona w gorącej mgławicy emisyjnej, oraz niezwykły jej członek, najjaśniejsza znana ludziom gwiazda : BD+66 1673. Fotografia którą widzisz to niewielki fragment rozległego obłoku emisyjnego, który intensywnie tworzy nowe, bardzo gorące gwiazdy. Po prawej stronie widać dwie ciekawe formacje, zwane przez astronomów "Pillars of Creation". Każdy z tych słupów ukrywa conajmniej jedną wykluwającą się gwiazdę. Obecność takiego obiektu jest stuprocentowym dowodem, że właśnie patrzymy na kosmiczną porodówkę.

Mgławica Krab to bardzo ciekawy obiekt. Przewija się w historii naszej cywilizacji jak mało który. M1 to tak naprawdę resztki po supernowej odległej od nas mniej więcej o 2 kiloparseki. Nasza bohaterka nie zdzierżyła w 1054 roku. Jak chwile poszperać w sieci można odnaleźć kilka ciekawych materiałów o obserwacjach tego zjawiska przez ówczesnych arabskich i chińskich astronomów. Kolejne epizody nasz obiekt odnotował w okresie II wojny światowej. Proponuje poszukać w sieci za hasłem Walter Baade. M1 obserwowana w zakresie rentgenowskim i gamma to jedno z najsilniejszych źródeł promieniowania. W środku mgławicy M1 jest ukryty pulsar. Pulsar to wyjątkowe egzotyk. Ma ok 25km średnicy! Zagądnijcie tutaj - http://en.wikipedia.org/wiki/Crab_Pulsar, warto.

IC 63 to region gdzie można zaobserwować dosyć niezwykłe zjawisko. Im dalej jakiś fragment mgławicy jest od jonizującej ją gwiazdy (Gamma Cas) tym dziwniejsze właściwości materii w niej upakowanej notują zawodowcy. Chłopaki skanując pył i gaz w różnych zakresach widma dokopali się już w zupie cząsteczkowego wodoru do takich egzotyków jak węglowodory aromatyczne. Dla astrofotgrafa amatora to dosyć złożony obiekt. Jest to zarówno mgławica emisyjna jak i refleksyjna. Aby zrobić dobrą fotografię nie gubiącą detali i trzeba się napracować filtrami (fotografia którą widzicie to jedynie "emisyjny" aspekt mgławicy). Nie pomaga też pobliska Gamma Cas która przy ujęciach z większym polem, skutecznie prześwietla całe hektary pikseli.

NGC2264 (Mgławica Stożek) to jeden z obszarów znacznie większego kompleksu mgławic intensywnie rodzących gwiazdy, podobnego nieco do IC 1396. Na fotografii widać w sumie kilka mgławic. Na samym dole odnajdziecie Mgławicę Stożek. To tutaj rodzą się najintensywniej młode gwiazdy. Ponad Stożkiem, rozciąga się Formacja zwana Christmas Tree cluster . To gromada otwarta około 40 gwiazd , ciągle zanurzona w podobnej do jodły mgławicy z której się wytworzyła. To głównie bardzo masywne olbrzymy. Największe z nich są około 8500 razy jaśniejsze od Słońca. Na samej górze, po lewej, wypatrzycie kolejną mgławicę, w której, przy odrobinie wysiłku, da się dostrzec lisi pysk. Nazywają ją Mgławica Lisie Futerko. Najwięksi hardkorowcy dostrzegają tu jeszcze jedną formację, zwaną Wiewiórem. ;) Szukajcie nieco w dół i w lewo od centrum fotografii.

SH2-112 to mgławica emisyjna, nazywana czasami też Klaunem. Mgławica emisyjna to taka, która świeci światłem nie odbitym, a wyemitowanym. To co widzicie to ni mniej ni więcej tylko chmura zjonizowanego wodoru rozciągająca się na blisko 25 lat świetlnych. Te ciemniejsze rejony które widać, to pyły i chłodniejsze zagęszczenia przesłaniające światło. Mimo, że mniej więcej 90% tej mgławicy to wodór, to po zastosowaniu filtrów wąskopasmowych ujawnia, że ma też na pokładzie sporo sporo siarki i tlenu.

Jedna z pierwszych względnie "udanych" fotek jakie popełniłem :) M27 ma wiele imion, Mgławica Hantle, Ogryzek, NGC6853. To mgławica planetarna. Co to takiego? Mgławica planetarna to pozostałości po konającej gwieździe. Gdy gwiazda wielkości naszego Słońca, lub nieco większa (do 8 mas Słońca) wypali swój wodór, przechodzi dosyć gwałtowne zmiany. Jej jądro zapada się, a otoczka puchnie wytrącona z równowagi. Część materii potrafi "urwać" się w przestrzeń. Kokon "zgubionej" materii, biały karzeł który powstaje z jądra takiej gwiazdy, powoli i pracowicie rozdmuchuje swoim wiatrem gwiezdnym, rozciągając piękne welony materii które widać na fotografii. Zródlo (biały karzeł) który dał tej mgławicy materię, to słaba gwiazdka o niewielkiej jasności. Raczej nie uda wam się wypatrzyć jej na tej fotografii.

Mgławica NGC281 jest solą w oku służb porządkowych i departamentów międzysytemowych policji wszystkich cywilizacji naszej galaktyki. Ulubione miejsce wszelkich szumowin, piratów i półświatka Drogi Mlecznej. Znane z wyszukanych rozrywek, ukrytych baz przemytniczych, doków naprawczych i centrów handlu niewolnikami wszystkich ras. Cała ta hałastra jest niestety bezkarna, a wszystko przez Globule Boka. Globule Boka to rodzaj gęstych, ciemnych mgławic pyłowo-gazowych. To mateczniki gwiazd. Masy Globul Boka oscylują w okolicach 10-50 mas Słońca, a rozmiary zaczynają się już od okolic jednego roku świetlnego. Skład typowej Globuli to molekuły wodoru, tlenków węgla i helu. Bywają też domieszki krzemionki. Wyjątkowo parszywa mieszanka dla policyjnych skanerów Niektóre globule Boka zawierają zatopione w nich źródła ciepła - protogwiazdy. Inne zawierają obiekty Herbiga-Haro. Idealne miejsce by ukryć dowolny statek piracki. Jak dodamy do zjonizowanej plazmy obiektów Herbiga-Haro kurczące się dyski akrecyjne protogwiazd, mamy na radarach jedynie to co widać wyżej :) (Globule Boka to te małe ciemne ciapki po lewej stronie)

To jedna z testowych fotografii mobilnego zestawu astrofoto (Astrotrack + TS65 + 40D) Wygląda na to, ze uda mi się złapać wszystkie fragmenty Veil Complex w jednym kadrze. Nie omieszkam spróbować :) Gwiazda 52 Cygni (to ta najjaśniejsza w kadrze) zdaje się być zanurzona w muślinie zwiewnych fałd jedwabiu. To pozostałości po supernowej sprzed około dziesięciu tysięcy lat (nie jest nią 52 Cygni). Mgławica ta nosi nazwę "Miotła" i z każdym rokiem coraz bardziej się powiększa i rozrzedza. Warto wspomnieć, że gdyby cała struktura mgławicy była widoczna gołym okiem, przekraczałaby trzykrotnie rozmiarami kątowymi tarczę Księżyca. NGC6960 to tylko fragment materii wyrzuconej przez supernową. Dopiero oglądany razem z NGC6992 i NGC6995 pozwala ogarnąć całość kataklizmu. Dobry przykład tutaj - http://news.astropolis.pl/polskie-zdjecia/veil-complex/

Ludzie dopatrują się w tej mgławicy kosmicznego smoka "arched celestial dragon" faktycznie , patrząc na fotografie całego obszaru można się tam dragona dopatrzeć. U mnie będzie ciężko, objąłem polem jedynie kawałek łba, karku i paszczy. SH2-132 to bardzo rozległy rejon wodorowej pulpy w Cefeuszu. Rozmiary tego stwora to około 83 parseki. Centralne rejony SH2-132 świecą bardzo silnie (to właśnie ten najjaśniejszy rejon na fotce), jest to wynik jonizacji wywoływanej przez dwie zatopione w tym sztormie gwiazdy Wolfa-Rayeta, takie super masywne wiatraczki generujące międzygwiezdne huragany. Dodatkowym źródłem jonizacji jest kilka zatopionych w tym obłoku gwiazd OB. Gwiazdy OB to też niezłe gagadki. Żyją krótko, ale intensywnie.

SH2-155 (Mgławica Jaskinia, lub Grota, zależy jak kto tłumaczy) to fragment większego kompleksu mgławic. Bardzo różnorodnego kompleksu. Sporo tam mgławic emisyjnych, refleksyjnych i ciemnych obłoków gazowo pyłowych. W dolnym, prawym rogu dobrze widać, że całe tło upaćkane jest gazem i materią. Ta wąskopasmowa fotografia BW niestety nie oddaje kolorów tego obszaru. Wymiksowane różne typy mgławic, czynią z tego regionu cyrkowo wręcz kolorowe miejsce.

NGC7635 zwana Bąbelek, to mgławica emisyjna w Kasjopei, jakieś 11K lat świetlnych od nas. Sporo się tam dzieje. W masywnym obłoku molekularnym, ciężka, pokaźna gwiazda (10-20 mas Słońca) wysyła w przestrzeń huragan. Dymaczem... hmmm... raczej dymaczką jest BD+60 2522. Pałera ma na tyle potężnego, że wydmuchała już całkiem pokaźną bańkę. Na granicy tej bańki ścierają się dwie potężne siły. Z jednej strony wiatr naszej gwiazdy, z drugiej, wspomniany wcześniej, nagrzany i naładowany promieniowaniem gwiazdy Wolfa Rayeta rozległy obłok molekularny. Wióry lecą, aż się świeci :)

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok