24 października 2007 roku w świat poszła wiadomość o nagłym pojaśnieniu komety 17P Holmes. Jakiś niewyjaśniony przypadek wywołał rozbłysk komety pierwotnie mającej jasność w okolicach 16 mag do blisko 3 magnitudo, czyniąc ją doskonale widoczną gołym okiem. Wiele teleskopów zwróciło się w tamtym okresie na Perseusza, przez którego wędrowała kometa. W Polsce zła pogoda długo nie pozwalała oglądać tego zjawiska. Ja szczęśliwie byłem w Szwecji. Niestety cały mój sprzęt składał się z canona z krótkoogniskowym obiektywem i statywu. Jednak wystarczyło to, by śledzić gwałtowne i dramatyczne zmiany na tej odległej komecie. Przecinając gwiazdozbiór Perseusza, rosła z nocy na noc zapewniając niesamowite widowisko, nawet z oświetlonego latarniami przyhotelowego parkingu w centrum Sztokholmu.

W październiku 2007 roku, niepozorna kometa - 17p Holmes - zaskoczyła wszystkich nieoczekiwanymi fajerwerkami. Praktycznie z dnia na dzień pojaśniała kilkadziesiąt tysięcy razy (według niektórych źródeł nawet do pół miliona razy) stając się widoczna gołym okiem nawet z centrów dużych miast. Ta konkretna fotografia została wykonana praktycznie z ręki na parkingu w centrum Sztokholmu. Pomimo niewielkich rozmiarów na niebie, głowa komety osiągnęła rozmiary zbliżone do rozmiarów Słońca.

C2009 P1 GARRADD tym razem poskładany klasycznie. To chyba najszybsza kometa na jaką polowałem. Nawet na pojedynczej klatce 180 sek. widać było lekki ruch. Tutaj poskładana z alginem "na głowę" 20 klatek po 5 minut. Gwiazdy "uciekły" na kilka ładnych minut kątowych.

Kometa C/2007 Q3 ( Siding Spring ) to mikrusek uciekający od Słońca co sił w ogonie. Odkryta przez D. M. Burtona 25 sierpnia 2007 roku, teraz jest już jedynie cieniem swej świetności. To moja pierwsza kometa. Mam nadzieję, że to tylko początek :) Wszystko w tym temacie jest dla mnie nowe. Chyba przyda się tu słowo wyjaśnienia dla niewtajemniczonych. Ta fotografia wygląda nieco inaczej niż pozostałe prace w galerii. Zamiast gwiazdek, widać jakieś krechy. Przyczyną jest ruchliwość mojego celu. W mniej więcej trzy godziny jakie upłynęły podczas sesji, kometa zdążyła odsunąć się na kilka minut kątowych. Przy takiej wiercipięcie, na złożonym z wielu klatek materiale , widać ten ruch w postaci zniekształcenia gwiazd.

103p to niewielka kometa (szacunkowa średnica tej śnieżki to zaledwie okolice 1.2-1.6 km) zmierzająca, jak co ok. 6.5 roku, w kierunku Słońca - peryhelium przypada 28.10.2010. Tym razem kometę zamierza odwiedzić sonda Deep Impact. Przelot planowany jest w odległości 700 kilometrów. Fotografia nie jest rewelacyjna. Zaledwie trzy klatki. Pociągnąłem czasy naświetlania aż do 5-ciu minut (to dlatego nawet na poj. klatce ta szybka kometka rejestruje się jako kreska), licząc na uchwycenie ogona. Niestety, ani ja, ani algorytm nie dopatrzył się żadnego warkoczyka.

Kometka C2009 P1 to taki trochę lisek. Przemyka zygzakiem po większości zakamarków raczej nie przypominając swą ścieżką większości kometarnych śladów. http://www.aerith.net/comet/catalog/2009P1/2009P1.html To ma i swoje dobre strony. Co jakiś czas kometka przelatuje koło ciekawego obiektu deep sky zamiatając okolicę zwiewnym ogonem i ludziska mają fajne kadry do łapania. Ta fotografia to zestaw 20tu klatek po 300 sekund naświetlonych w jasną noc z 18.08.2011 na 19.08.2011 (ED120/900, Atik 314L, Luminacja). Nie widać na fotografii ruchu własnego komety, ponieważ materiał został złożony dwukrotnie. Raz na gwiazdach z rozmazaną kometą w biegu i drugi raz na komecie z kreskami mijanych gwiazd w tle. Po kilku ruchach na warstwach można połączyc oba zdjęcia. Nie ma tu malowania, ale przy tworzeniu tej fotografii obróbka była na tyle głęboka, że formalnie chyba podpada już pod fotomontaż.

Mars z niczego

Czasami możemy pokusić się o podglądanie i rejestrowanie kosmosu i zachodzących w nim zjawisk, posiadając sprzęt który wydaje się nie wróżyć żadnego sukcesu. Jednak warto spróbować. Przeglądając i porządkując moje archiwa natknąłem się na fotografię Marsa wykonaną nad ranem 27 sierpnia 2005 roku, zaledwie kilka miesięcy od chwili gdy w moich rękach pojawił się pierwszy prymitywny newtonik i kilka dni po tym gdy uruchomiłem pierwszą (pożyczoną) kamerkę internetową. Tak. To fotografia zrobiona niewielkim Achromatem (SW 100/1000), na malutkim tanim montażu paralaktycznym (EQ3-2), kamerką internetową (Quickcam) przez operatora o przyzerowej wiedzy o tym jak co i do czego (mnie). Z 20 nieporadnie zestackowanych klatek, zarejestrowanych przez nie do końca sprzyjający parametrami technicznymi sprzęt, udało się osiągnąć ślad czapy polarnej Marsa... No przy dużej dawce dobrej woli w trakcie oglądania. Niemniej, jest. Coś z niczego.

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok