Seria relacji dostępnych poniżej została wykonana przeze mnie dla astropolis.pl lub astroamator.info . To zestaw niejednorodnych form opisujących konkretne wyprawy i "akcje" jakie popełniłem szlajając się po świecie. Od prostych krótkich opisów po pełne fotorelacje. Większość z tych materiałów nie jest powiązana z zagadnieniami astronomii lub astrofotografii. Miłej lektury.
 
Маврово - opowieść w kilku kadrach
 
Czasem jest tak, że jako turysta widzisz mniej. Wakacje to nie zawsze najlepszy czas, a wycieczka z turystycznym biurem nie zawsze oznacza "dotknięcie" prawdziwego oblicza, często niezwykle egzotycznego miejsca, gdzie stoi nasz hotel z reklamowego folderu. Czasem jest tak, że jako włóczęga urwany ze smyczy pracodawcy docierasz dalej, niż jako klient "zawodowców od turystyki".

Zawsze sprawdzaj Time Table - Ku przestrodze ;)
 
Polazłem wczoraj do portu , coby się przepłynąć statkiem szwajcarskim (tak, niecodzienne zestawienie słów ;) ) po lokalnym jeziorku, bo podobno fajnie. Miałem trochę dość ślęczenia nad testem zoomów. Pogoda niezła, trza się odstresować.

Zafiksowany na Zorzę
 
Dość tego! Siedze w tej szyszkolandii pół roku, a zorzy jak nie było tak ni ma. Trza działać. Widać Goteborg i Sztokholm są za bardzo na południe. Przekopałem się przez skanery lokalnych linii lotniczych i odkopałem jakiegoś lokalnego wynalazka który za względnie sensowną opłatą zabierze mnie... a właśnie gdzie by się tu... O! mam! Kiruna.

 Za jasne Słońce - Krótka historia chaosu.

1. Nie licz, że wszystko będzie działać. Zanim zaczniesz działać, policz.
 
Pomyłka pierwsza, taki ze mnie matematyk jak z Romana minister. Od kiedy to między NW a NE jest 180* ? A nikt mnie nie poprawił... ;) Pomyłka druga, szukanie odpowiedniego miejsca nie trwa pięć minut, trwa dłużej. Pomyłka trzecia, na to wzgórze które sobie upatrzyłem, wcale nie idzie się 30 minut. To trwa minimum 45 minut z językiem jak krawat. Pomyłka czwarta, cholerny Starry Night kłamie! Pomyłka piąta, czy jesteś pewny, że twój czas lokalny to czas GMT ;) 

Wpuścić trolla do lasu
 
Trzeba to zapisać póki świeże. Był sobie pewien pan. Nazwijmy go Pan Paździoch, coby nie komplikować sobie życia, a jednocześnie aby było wiadomo osssochodzi :) Paździoch lubi szlajać się po borach. Naprawdę to lubi. Tak się złożyło, że los rzucił go do kraju trolli przez niektórych zwanych też Szyszkolandią. Szyszkolandia obfituje w lasy... tak po prawdzie, to cała Szyszkolandia to jeden cholernie wielki, wypasiony las, który w kilku miejscach upstrzyły łyse placki, otaczające nieliczne krosty miast. Paździoch jest z tego powodu strasznie szczęśliwy.

Tam gdzie rodzą się tęcze

Poniosło mnie w miejsce, które mało kto kojarzy z ośnieżonymi górami, palmami i ludźmi mówiącymi w dziwnym, śpiewnym języku. Mnie zaskoczyło tu tak wiele rzeczy, że zacząłem się zastanawiać, jak totalnie błędne są moje opinie o miejscach o których uczyli mnie na lekcjach geografii w szkole.

Sapmi – tam gdzie kończy się tajga

Słowo wstępu. Wybrać się na zorze pod koniec sierpnia to dosyć ryzykowny plan. Im dalej na północ tym większe szanse na zorze ale i ... jaśniejsze niebo. 200-300 km za kręgiem polarnym było już jasno całą noc, choć Słoneczko chowa się pod koniec sierpnia na kilka godzin płytko pod horyzont. Niżej jest ciemniej, ale środkowa Skandynawia miewa kaprysy pogodowe. Sama zorza też jest radośnie nieprzewidywalna, pomimo sporej aktywności naszej gwiazdy, no i próbuje świecić dokładnie tam gdzie łuna od Słońca... Czasem jednak największa frajda, jest z gonienia króliczka, a nie ze złapania go ;)

Risotto na mokro
 
Prolog
 
Główne postacie: Hans, Mario, Deszcz.
Czas: Ostatni tydzień lipca 2014, Mediolan.
 
Tydzień wcześniej moje corpo postanowiło, że moja zrzędząca obecność na miejscu znacząco wesprze proces uszczęśliwiania klienta w słonecznej Italii... tia... z tym słońcem to wyszło średnio, ale dyrektywa weszła w życie, a ja wylądowałem w hałaśliwym biurze na przedmieściach Mediolanu. To oznaczało, że na horyzoncie było widać zębaty cień Alp Longobardzkich (o ile akurat nie padał deszcz), a to oczywiście oznaczało, że nie do końca mogłem się skupić na robocie.

Motorek w tyłku

Akt I – aperitif 

Jest taki typ pacjentów, co nie mogą usiedzieć na miejscu. Szlajają się kiedy się da i gdzie się da. Im większe zadupie, tym większy fun. Jak taki gościu jeszcze ma mega farta polegającego na tym, że pracuje dla firmy, która go po tych zadupiach rozsyła do roboty, to mamy petardę energetyczną w trakcie odpalenia. Heh! Czas się znowu nakręcić! Posłali mnie w nowe miejsce! ;) Na razie jeszcze w biurze... jeszcze palcem po mapie... jeszcze przy kuflu wyrąbistego piwa knuje gdzie... Ale powiem jedno, klimat już podłapałem. Ja tym ośnieżonym kamolcom nie popuszczę...

Lubię ten moment gdy samolot przeszywa dreszcz od rozpędzających się silników. 
 
Tą chwilę, gdy wibracje od rosnących obrotów przeszywają kadłub. Samolot jakby otrząsał się ze stojącej wszędzie wody. Zapakowałeś się w końcu w swój fotel, obserwujesz przez mokre okienko szare zwały chmur przewalające się ponad pasem startowym. Ostatni pasażerowie moszczą się na swoich miejscówkach, a senne stewardesy próbują zwrócić czyjąkolwiek uwagę na procedurach użycia kamizelek ratunkowych... Fajne uczucie.

Bałkańskie szlaki

Czasem jest tak, że po zaglądnięciu do mapy, nie znajdujesz jakiejś specjalnej pokusy i obietnicy. Wręcz przeciwnie, to co tam znajdujesz, stanowczo nie zachęca do szlajanek po okolicy.

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok