Zadawane mi jest czasem pytanie po co to całe mierzenie. Po co rejestrować jakieś egzoplanety które są już odkryte? Gdzie tu wkład w naukę? Odpowiadałem, że takie amatorskie rejestracje dają bardzo cenny materiał zawodowcom. Dają statystykę. Z wielu pomiarów można wyznaczyć trendy, wyłapać błąd efemerydy. Poprawić parametry orbity czy masy planety. Generalnie stajemy się źródłem danych bo to, że jakiś zespół złapał nowy świat , nową egzoplanetę, wyznaczył orbitę, ekscentryczność, masę i efemerydę to jeszcze nie oznacza, ze wiemy o niej wszystko. Że to co wywnioskowano jest poprawne lub dokładne. Wiele efemeryd jest błędnych. Wiele danych tylko w przybliżeniu oddających bardziej nasze gdybania niż fizyczne właściwości planety. I tu pojawiamy się my :) Astroamatorzy ze zwykłymi teleskopami po garażach. Co więcej, cały czas pozostają otarte drzwi na zupełnie nowe odkrycie. Gdzie jest trik? W tym, że skoro coś wielkości Jowisza potrafi rozbujać  całkiem pokaźną gwiazdę, to coś wielkości Ziemi może rozbujać jowiszaka :) A taki rozbujany jowiszak, który zostawia nam rejestrowalny amatorsko ślad w jasności gwiazdy którą tranzytuje, nie będzie tego robił jak szwajcarski zegarek. Będzie brykał po orbicie w te i nazad odrobinę i to można złapać, nawet amatorskim sprzętem gdy operator rozumie co robi :) To samo jest z obserwacjami gwiazd zmiennych, tyle, że tu nawet dziś, w dobie zautomatyzowanych kombajnów skanujących niebo, ciągle daje się odkrywać nowe oblicza zmapowanych błędnie gwiazd. Moje tajniaki z baz VSX tego dowodem. Nie jest to kluczowy wkład w nasza cywilizacje, o nie :) Ale kto wie, co czai się za rogiem, i co znajdę na klatkach kolejnej sesji...

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok