Snowball Earth - niewygodna teoria

Niewygodna teoria, która wywoływała jakiś czas temu gorące dyskusje w świecie naukowym, ale ostatnio przypomina już bardziej monolog kolejnych dowodów. Zaczęło się od doktora Briana Harlanda, geologa z University of Cambridge który po kilkunastu latach badań w Cambridge Arctic Shelf Programme (CASP) obok pracy dla teorii dryfu kontynentalnego i projektu zwanego International Geologic timescale, zdecydował się w roku 1964 na postawienie tezy, że około 600-700 milionów lat temu, w prekambrze, naszej Ziemi przytrafiło się zamarznąć... całkowicie, aż po równik.

Jako naukowiec, nie próbował tego jednak robić na modłę eko-oszołomów. Badania miały silną bazę w postaci rezultatów analizy czterech izotopów - tlenu-18, węgla-12/13, strontu-86/87, siarki-34 z osadów datowanych na Neoproterozoik. Wnioski jakie zostały przedstawione, mówiły o dramatycznej zmianie klimatycznej, która w połączeniu z wywołaną zmianą albedo Ziemi, zaowocowała skuciem grubym lodowcem całej planety, a co za tym idzie, głębokie zmiany w drogach ewolucyjnych ziemskiego życia.


Oszołomy ekologiczne bardzo tej teorii nie lubią. Uzmysławia jak niewiele znaczy cała działalność ludzka, wobec naturalnych czynników występujących na naszej planecie. Nie za bardzo jest też jak się przylansować, gdy próbujesz krzyczeć, że nowo-otwarta elektrownia, obwodnica, lub fabryka X, zakończy się globalną katastrofą, do ludzi świadomych choć odrobinę skali o jakiej mówimy. Mało kto lubi robić za wioskowego przygłupa i pośmiewisko. Jednak co innego zmęczenie ludzi super newsami o kolejnych zimach stulecia i globalnym ociepleniu, które popularne media serwują regularnie w połowie stycznia i pod koniec lipca, a co innego "szanowni" eko-specjaliści z pączkujących, mniej lub bardziej "zdezorganizowanych organizacji", którzy po kilku eko-zwycięstwach i zastopowaniu histerycznymi, protestami jakiejś większej inwestycji, nagle awansują w oczach tych samych mediów do poziomu opiniotwórczych ekspertów i zaczynają pierdzielić ciężkie smuty o globalnym ociepleniu z pozycji niepodważalnych autorytetów. Oj, te persony baaardzo nie lubią jakichkolwiek wiadomości z postępów badań nad teorią Snowball Earth (mowa o tych "eko-ekspertach", którzy w ogóle mają pojęcie o co chodzi w tej teorii)

Światek naukowców jednak trochę odbiega od standardowych zachowań przeciętnych ludzi. Zainteresowanie problemem powoli rosło i pojawiły się obszary, gdzie dosyć poważnie nadszarpnięto teorię Briana Harlanda. Jednym z kluczowych kontr-dowodów, były odnalezione w osadach odpowiadających wiekiem wielkiemu zlodowaceniu, struktury świadczące o intensywnych procesach hydrologicznych zachodzących na powierzchni ziemi, co raczej stało w sprzeczności z wersją, że Ziemie przez kilka milionów lat trzymały okowy grubego na kilometry, globalnego lodowca. Kolejne osady odnalezione kilka lat później w skałach Omanu, jeszcze bardziej świadczyły o tym, że jednak w trakcie postulowanego przez teorię Snowball Earth globalnego mega-zlodowacenia, bywały serie ciepłych okresów. Zaczynało wyglądać na to, że okres silnych zlodowaceń faktycznie miał miejsce, ale nie był to jeden, trwający miliony lat cykl, a seria mniej więcej trzech "zimnych strzałów" faktycznie bardzo poważnych, ale nie dość potężnych, aby całkowicie "zaśnieżkować" całą planetę. W okolicach równikowych, balansując na krawędzi całkowitego załamania klimatycznego, Ziemia zdołała pozostawać wolna od lodu i w nieznany sposób "cofać w ostatniej chwili" widmo całkowitego zlodowacenia.

Za taką modyfikacją teorii stały też kolejne badania izotopu węgla-12/13, które wskazywały na globalne wahania tego pierwiastka w okresie Neoproterozoiku. Świadczyło to o poważnych, naprawdę głębokich, zmianach klimatycznych, ale również świadczyło za tym, że życie w oceanach nie uległo zbytniemu przetrzebieniu, co wydawało się nieuniknione w drastycznie zmienionym środowisku oceanów Ziemi, gdyby lód skuł całą powierzchnię planety.

Na odsiecz teorii Snowball Earth przybył Francis Macdonald, naukowiec z Uniwersytetu Harvarda, który po prostu odnalazł odpowiedni kawałek skały z odpowiedniego okresu geologicznego, w odpowiednim miejscu. Mówiąc krótko. Znalazł dowód na to, że na ówczesnym równiku leżał sobie pokaźny, gruby lodowiec. Ponownie świat naukowy zaczął ciążyć ku wizji, że jednak faktycznie, skuło Ziemie od bieguna do bieguna, ale uznano również, że prawdopodobnie w okolicach równikowych, nie była to jednolita , statyczna pokrywa, a coś w rodzaju dynamicznie zmieniających się puzzli gór lodowych wzajemnie na siebie oddziałujących i co jakiś czas rozrywanych przez całkiem intensywny w tym okresie wulkanizm.

Najnowsze badania geochemika Noaha Planavsky'ego z University of California, ogłoszone zaledwie wczoraj na newsroomie UC Riverside, mogą oznaczać ostateczny koniec wątpliwości nad prawdziwością teorii Snowball Earth, ale raczej jeszcze nie koniec złotych czasów eko-oszołomów. Jakoś nie sądzę, by wyniki te zainteresowały popularne media i uzmysłowiły szerszemu odbiorcy, jak niewiele my i nasze działania znaczymy wobec procesów naturalnych, o których mamy tak naprawdę nikłe pojęcie.

Wyniki najnowszych badań o których wspomniałem, opierają się na analizie zasobów fosforu z okresu globalnych zlodowaceń. Rosnące globalne lodowce, wywołały intensywną erozję chemiczną, co ostatecznie doprowadziło do wysokiej ilości fosforu w zamarzających oceanach. A tu już o krok do innego klocka łamigłówki zwanego Great Oxygenation Event 

http://astropolis.pl/story/ciezka-dola-geologa-badania-nad-wczesna-ziemia . 

Zasoby fosforu i innych składników zawleczonych do oceanów przez lodowce, wywołały gwałtowny rozwój ówczesnych organizmów, a w konsekwencji silny wzrost produkcji tlenu. Do tej pory naukowcy byli przekonani, że silne stężenie żelaza i fosforu w lodowatych wodach oceanu to raczej nieprawdopodobny scenariusz. Jednak wszystko zaczyna się ładnie układać. Ówczesne mikroorganizmy, skryte pod skuwającymi ziemię, napierającymi lodowcami, były zasypywane wręcz przez te same lodowce składnikami. Dostały idealne wręcz środowisko do rozwoju. Skuta lodem powierzchnia nie zdusiła życia. Pod lodem buzowała biologia, zmieniając oceany nasączone żelazem, poprzez oceany nasączone fosforanami i siarczanami, w atmosferę nasączoną tlenem. W Ziemię, jaką znamy teraz.

Szkoda mi tylko tych pra-bioherosów. Fajne chłopaki byli. Lód nie lód, toksyny nie toksyny, dostosowywali się i prosperowali w najlepsze... dopiero ten cholerny tlen ich wykończył.

Dla zainteresowanych:

http://www.astropolis.pl/wiadomosci/nie-daj-sie-wkrecac-glupcom-/
http://www.astropolis.pl/story/mars-na-ziemi-ziemia-na-marsie
http://www.abc.net.au/news/stories/2008/03/16/2190744.htm
http://www.sciencedaily.com/releases/2007/03/070323104746.htm
http://newsroom.ucr.edu/news_item.html?action=page&id=2447
http://www.sciencedaily.com/releases/2001/12/011204072512.htm
http://jrscience.wcp.muohio.edu/studentresearch/climatechange02/snowball/articles/Final-Posting/Introduction-frames.htm
http://www.scientificamerican.com/article.cfm?id=snowball-earth
http://en.wikipedia.org/wiki/W._Brian_Harland
http://news.nationalgeographic.com/news/2010/03/100304-snowball-earth-ice-global-warming
http://astropolis.pl/story/ciezka-dola-geologa-badania-nad-wczesna-ziemia

Foto credit: Elisabeth Calvert (Hidden Ocean 2005 Expedition: NOAA Office of Ocean Exploration)


Opublikowany -  X.2010