Zmienna Wojna - Odcinek 4 - Pokrywanie gwiazdy
 
Rozklekotany refraktor w głównej wieżyczce Transportowca Imperialnego Szopen, dumy całej załogi i (baaaczność) Kapitana Sępa (spocznij) domagał się akcji. Jednak Sęp stanął przed problemem dobrania celu ataku. Dobrania tak, aby bez ryzyka dania ciała punktować w raportach do Imperialnego Sztabu. Wymemłana wykałaczka po raz kolejny została przegąsienniczkowana z jednego kącika ust kapitana w drugi, zdradzając intensywny proces knucia wypełniający skacowaną czaszkę. Problem w tym, że Sęp nie miał natury orła. Miał naturę sępa. Przemierzanie świata za pomocą kopów i łokci było jedynie maskowaniem mającym sugerować otoczeniu, że ma do czynienia z drapieżnikiem, a nie padlinożercą. Tak, dobór celu to połowa sukcesu.
 
Stos map sztabowych bezwładnie rozrzuconych na podłodze nie pomagał. Kropki jak kropki. Ni cholery nie zdradzały która przyniesie chwałę, a która chałę. Tym bardziej, że ciągle co jakiś czas punkciki gwiazd na mapach dwoiły się w nieco jeszcze zmętniałych od miejscowych specyfików oczach kapitana. Ciężko stękając, Sęp przyjął pozycję nieco bardziej pionową. Po miesiącach węszenia za gwiazdami referencyjnymi zarządził mały bansik na planecie Skawrkowa Wólka. Po tej stronie Rozbełtanej Mgławicy uchodziła za lokalną ostoję cywilizacji. Choć patrząc na wystrój lokalu do którego trafili, to nawet dla zaprawionego Sępa, warunki były nieco zbyt... ekologiczne... tak, to dobre określenie. Najważniejsze, że personel Szopena dobrze się tu bawi. Podszczypywanie żon miejscowych górników (a w jednym przypadku również samych górników) zakańczane zbiorowym praniem po pyskach dobrze wpływało na morale i scalało załogę.
 
Na wspomnienie ostatniej nocy, wieśniacki uśmiech rozciął facjatę Sępa. Numer z czujnikiem kontrolnym z reaktora Szopena owiniętym łańcuchem to było coś... Dość, czas wracać do reala. Sęp niezbyt skoordynowanym ruchem wyłuskał zza kołnierza jakiegoś lepiącego się przedstawiciela miejscowej fauny i odpalił na pip-boy'u CnebulaX, trzeba się rozeznać co gdzie jest widoczne z tego kawałka galaktyki.
 
Konstrukcja Szopena była pancerna, ale miała swoje ograniczenia, i to dosłownie. Na przykład ograniczała pole widzenia. Łapanie nowej zmiennej nie skończy się na jednej sesji. Trzeba to uwzględnić. Zaczajenie się na obiekt który z każdym dniem tranzytuje bliżej granic dostępnego nieba to jeden z tych gorszych pomysłów. Tu Sęp miał ewidentną przewagę, własna głupota kopnęła go w tyłek już wystarczająco wielokrotnie, by odrobił tę lekcje. Szybko określił które rejony nieba dają najlepsze perspektywy na długie sesje w najbliższym kwartale. Wyeliminował też sprawnie obszary, które zmuszą jego działo do pier-flipa w niedogodnych momentach. Załatwione. Teraz kolejny krok. Jak świecić.
 
Taaaak. Tu już nie będzie tak łatwo. Drapanie się po dawno nie mytym karku, niestety nie przybliżało rozwiązania. Sęp nienawidził wzorów. Swędziały go od nich zwoje mózgowe.
 
Pole widzenia (FOV) [arc min] = 3438 x rozmiar matrycy [mm] / ogniskowa [mm]
 
Rozdzielczość [arc sec/pixel] = 206,265 x rozmiar pixla [um] / ogniskowa [mm]
 
 
Nie dobrze, ciasnawo. Im większa dziurka od klucza przez którą patrzysz (FOV), tym łatwiej o referencje i tym większe prawdopodobieństwo złapania czegoś ciekawego. Rozdzielczość też jest ważna, im większa, tym gęściejsze pola gwiezdne można śmiało atakować, bez późniejszych problemów z kombinacjami nad rozmiarem apertury pomiarowej. Niestety działo miał jakie miał. Parametrów nie naciągnie, choć gdyby przyszło do przechwycenia czegoś nowego, trzeba będzie o tym pamiętać. Skulony, w skupieniu i z lekkim wytrzeszczem bazgrolił plany ataku. Ciche mamrotanie wypełniło hotelowy pokoik. Rozmiar pixela CCD versus ogniskowa działa... PE versus akceptowalne apertury pomiaru... pamiętać, że konieczność stosowania dużych apertur pomiarowych nie sprzyja precyzji pomiaru... im większa rozdzielczość, im mniejszy błąd prowadzenia, tym lepiej... ilość klatek z jednej sesji które ma szanse obrobić dogorywający komputer pokładowy... Pomagając sobie wystawionym językiem, Sęp dotarł do etapu planowania czasu klatek. To był ważny krok. Musiał sięgnąć w okolice poniżej 15-16 mag z pewnym pomiarem fotometrycznym, aby objąć rejony dające szanse na odkrycie nieznanego nikomu obiektu. Jednak aby pomiar był pewny, musiał pamiętać o poważnym mankamencie swojej artylerii, bramkach ABG.
 
Sęp stropił się. Żałość wyzierała z każdego włoska pozostałego na głowie kapitana. Nie dość że jego działo nie miało najlepszych specyfikacji, to jeszcze nie mógł użyć go na pełnej mocy. Niestety, raporty wywiadu nie pozostawiały cienia wątpliwości. A Imperialny Wywiad rzadko się mylił.
 
 
Sęp musiał uwzględnić ułomności i pojemność studni swojej armaty w obliczeniach. Zgnębiony uznał, że potrzebuje porady Pelikana... a nawet dwóch porad. Obie nienapoczęte flaszki zniknęły w przepastnych kieszeniach płaszcza munduru Sępa. Pod zmęczonymi stopami kapitana zatrzeszczały deski schodów prowadzących do kanciapy zajmowanej przez nawigatora.
 
- Słuchaj no Pelikan. Po nocy spędzonej z miejscową miss, na pewno dasz rade. Powiedz mi gdzie byś zaczaił się na nową zmienną?
 
Pelikan ciągle w pozycji horyzontalnej na skotłowanym wyrze nie od razu zajarzył o co pytają. Jednak po kilku sekundach w jego oczach pojawił się błysk uniesienia.
 
- Dobierz gwiazdę smukłą jak łabądź!
 
Sęp bezwiednie rozdziawił gębę.
 
- Eee... Znaczy ma nad powierzchnią dostojnie płynąć, a pod wodą wściekle machać płetwami?
- Nie!
- To może ma mieć opierzony kuper?
- Nie!
- To może...
- Dość. Powiem prościej. Strzelaj w Łabędzia, byle nie w mgławice. Zaufaj mi.

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok